Przeglądasz Instagrama podczas Coachelli i natykasz się na idealną dziewczynę w błyszczącym stroju, stojącą obok Kardashianek i Jamesa Charlesa. Brzmi jak marzenie influencera? Problem w tym, że wiele z tych osób nie istnieje – to awatary wygenerowane przez sztuczną inteligencję, które sprzedają iluzję festiwalowego życia.

Wirtualni bywalcy w błyszczących strojach

Coachella to nie tylko muzyka, ale i arena dla influencerów walczących o zasięgi. W tym roku wśród zdjęć z festiwalu roi się od awatarów wygenerowanych przez AI, pozujących z celebrytami takimi jak Kardashianki, Bretman Rock czy James Charles. Autorka artykułu w serwisie The Verge, Jess Weatherbed, zauważa, że nawet rozpoznawalne konstrukcje festiwalowe w tle nie pomagają – wizualne zniekształcenia zdradzają mistyfikację tylko wprawnemu oku.

Ammarathegoat, konto śledzone przez 170 tys. osób, publikuje zdjęcia i filmy bez żadnego oznaczenia AI w opisie profilu. Starsze przykłady z TikToka jasno pokazują, że to treści generatywne, a konto posiada również profil w serwisie OnlyFans bez żadnych ostrzeżeń. Inni twórcy, jak Miazelu (252 tys. obserwujących) i Anazelu (312 tys.), określają się w bio jako AI, ale pomijają tę informację w postach – ich codzienne selfie wyglądają niezwykle realistycznie.

Grannyspills i mistrzowie retuszu

Jednym z hitów jest Grannyspills, awatar stworzony za pomocą narzędzia Higgsfield AI, który chwali się ponad 2 mln obserwujących. Opis profilu wspomina o „cyfrowym twórcy”, ale posty z Coachelli nie posiadają jasnych oznaczeń – informacja o AI ukryta jest w menu aplikacji mobilnej, a w wersji na komputery w ogóle jej nie widać. Postacie na filmach poruszają się nienaturalnie, ich ciała mają niespójne proporcje, a obrazy są nienaturalnie wygładzone.

To nie jest wyjątek. Fit_aitana, obserwowana przez prawie 400 tys. osób, nazywa siebie „wirtualną duszą”, unika słowa AI i publikuje przekonujące zdjęcia z festiwalu. Konta kobiece, prezentujące nienaturalnie piękne twarze, konsekwentnie milczą o swoim pochodzeniu – w przeciwieństwie do kont męskich, których twórcy często chwalą się wykorzystywanymi narzędziami.

Brak oznaczeń to norma

Platformy takie jak Instagram próbują walczyć z tym zjawiskiem, ale etykiety informujące o AI są ukryte lub niekompletne. Określenie „Digital creator” brzmi niejasno – nie precyzuje, czy mamy do czynienia ze sztuczną inteligencją, czy po prostu z osobą działającą w sieci. Meta nie wymaga wyraźnych oznaczeń przy każdym poście, co ułatwia wprowadzanie odbiorców w błąd.

W serwisie OnlyFans istnieje weryfikacja tożsamości, ale nie dotyczy ona AI – Ammarathegoat prowadzi tam profil bez żadnych ostrzeżeń. Fanvue, konkurent OnlyFans, wykazuje większą tolerancję dla treści generatywnych. Nikki Bellini, influencerka AI z branży dla dorosłych, rok temu otrzymała setki zaproszeń na realne spotkania podczas Coachelli – obserwujący dali się złapać na haczyk.

Dlaczego piksele udają festiwalowiczów?

Coachella to „olimpiada influencerów” – szansa na pozyskanie sponsorów, kontraktów z agencjami i wzrost popularności. Publikowanie zdjęć z gwiazdami takimi jak Justin Bieber czy Kardashianki zwiększa zasięgi, co jest szczególnie istotne dla kont promujących profile na OnlyFans. To taktyka skierowana do widzów śledzących wydarzenie wyłącznie przez ekrany telefonów.

Wyjątkiem jest Lil Miquela, pionierka, która przeprowadziła wywiad z J Balvinem w 2019 roku, a teraz znów „gości” na festiwalu. Jej konto jest jawnie oznaczone jako AI, jednak pozostali twórcy wolą grę w podchody. Komentarze pod postami dowodzą naiwności odbiorców: „Czy Hailey o tym wie? Słabo!”, pyta fan pod zdjęciem z Bieberem – konto odpowiada: „Nie wiem, nie byli wtedy razem”.

Teoria martwego internetu czy naiwność odbiorców?

Zjawisko to stanowi paliwo dla teorii martwego internetu, według której sieć zalewana jest przez automatyczne treści, a ludzie przestają to zauważać. Komentarze pod profilami takimi jak Fit_aitana: „Wygląda na świetną zabawę ❤️” – pokazują całkowity brak wątpliwości. Weatherbed ironizuje: ludzie albo nie widzą prawdy, albo jest im ona obojętna.

Trend przybiera na sile, ponieważ AI jest tańsze niż współpraca z realnymi influencerami (na których marki wydają sześciocyfrowe kwoty). Bez odpowiednich regulacji ze strony platform rozróżnienie prawdy od fikcji stanie się jeszcze trudniejsze – a my będziemy przeglądać wyłącznie iluzje.