Wyobraźcie sobie, że wasza ulubiona piosenkarka nagle „występuje” w reklamach, których nigdy nie nagrała – wszystko dzięki sztucznej inteligencji. Taylor Swift nie czeka, aż deepfake’i zaleją internet, i właśnie zgłosiła nowe znaki towarowe wymierzone bezpośrednio w klony generowane przez AI.

Nowe znaki towarowe w arsenale Swift

Taylor Swift nie odpuszcza. Jej zespół złożył w Urzędzie Patentów i Znaków Towarowych USA (USPTO) wnioski o rejestrację pięciu nowych znaków towarowych, które mają blokować użycie jej wizerunku, głosu i nazwiska w kontekście produktów AI. Chodzi o frazy takie jak „Taylor Swift AI” czy „Taylor Swift Voice”, aby uniemożliwić komercyjne klonowanie. Pięć nowych znaków.

To ruch prewencyjny, ponieważ Swift wie, jak szybko algorytmy potrafią tworzyć podróbki. W erze, w której narzędzia takie jak ElevenLabs generują głosy w kilka sekund, znaki towarowe mogą działać jak prawne pułapki – każdy, kto spróbuje ich użyć, ryzykuje procesem. Ironia? Firmy rozwijające AI twierdzą, że to dozwolony użytek, ale Swift najwyraźniej ma inne zdanie.

Jej prawnicy z firmy Grubman Shire Meiselas & Sacks, znani z twardej ręki, celują w szeroki zakres: od wirtualnych koncertów po reklamy. To nie żarty – patrząc na jej majątek szacowany na 1,1 miliarda dolarów, stać ją na długie batalie sądowe.

Historia deepfake’owych koszmarów

Punkt zapalny to styczeń 2024 roku, kiedy tysiące deepfake’owych zdjęć Swift o charakterze pornograficznym zalało serwis X (dawny Twitter). W ciągu kilku godzin powstało ponad 100 takich obrazów, co zmusiło platformę do wprowadzenia blokad. Swift publicznie nazwała to „najgorszą, najbardziej bolesną” formą nadużycia. 100 tys. wyświetleń w ciągu doby.

Nie poprzestała na słowach – jej zespół wysłał żądania usunięcia treści i naciskał na regulatorów. Stało się to katalizatorem zmian: Kongres USA rozpoczął prace nad ustawą DEFIANCE Act, która pozwala ofiarom deepfake’ów pozwać sprawców o odszkodowania w wysokości do 150 tys. dolarów za incydent.

Mówiąc sarkastycznie, AI dało nam supermoce, ale Swift pokazuje, że celebryci nie będą siedzieć cicho, gdy ich twarze lądują w szufladach z najgorszymi pomysłami internetu.

Prawne pole bitwy ze sztuczną inteligencją

Znaki towarowe to niejedyna broń. Swift wcześniej pozwała Microsoft za podobieństwa w narzędziu Designer – programie do generowania obrazów – twierdząc, że model był trenowany na jej zdjęciach bez zgody. Sprawa trafiła do sądu federalnego w Nowym Jorku. Pozew przeciwko Microsoftowi.

W szerszym kontekście prawo autorskie ściera się z prawem do wizerunku. Sądy w Kalifornii i Nowym Jorku orzekały już, że AI nie może komercyjnie klonować wizerunku bez licencji. Eksperci z Electronic Frontier Foundation ostrzegają, że nadmierna ochrona może hamować innowacje, ale Swift i spółka widzą w tym jedyny sposób na uniknięcie chaosu.

Moja analiza? To test dla branży: jeśli znaki towarowe przetrwają tę próbę, OpenAI i Anthropic będą musiały płacić za dane treningowe z udziałem gwiazd.

Konsekwencje dla świata AI

Dla deweloperów generatywnej sztucznej inteligencji to zimny prysznic. Narzędzia takie jak Midjourney czy Stable Diffusion już filtrują wizerunki celebrytów, ale działania Swift mogą wymusić globalne zmiany w politykach firm. Przedsiębiorstwa z Doliny Krzemowej, takie jak xAI Elona Muska, chwalą się dążeniem do „maksymalnej prawdy”, ale unikają wykorzystywania wizerunków gwiazd. Zmiany w polityce AI.

Temat podchwytują politycy: w UE Akt o AI klasyfikuje deepfake’i jako treści „wysokiego ryzyka”, a w USA Joe Biden podpisał rozporządzenie wykonawcze przeciwko nieautoryzowanym mediom syntetycznym. Swift staje się nieformalną ambasadorką tej walki.

Z ironią: AI miało nas wyzwolić dzięki kreatywności, a teraz gwiazdy budują mury prawne. Czy to spowolni rozwój, czy pomoże oczyścić internet? Czas pokaże.

Źródła:

The Verge, https://www.theverge.com/ai-artificial-intelligence/919827/taylor-swift-trademarks-ai-copycats, Wired, Ars Technica, Reuters, USPTO.gov