Wyobraźcie sobie, że strefa euro wreszcie odetchnęła – w lutym bilans handlowy wzrósł do poziomu 11,5 miliarda euro nadwyżki. Jednak zanim zdążymy ogłosić sukces, nadchodzi konflikt USA–Iran i skok cen energii, który może przynieść powtórkę kryzysu energetycznego z czasów inwazji na Ukrainę.
Luty dał strefie euro handlowy oddech
Po zrewidowanym deficycie wynoszącym 1 mld euro w styczniu, luty przyniósł ulgę – nadwyżka ukształtowała się na poziomie 11,5 miliarda euro. To typowy obraz dla strefy euro, która zazwyczaj opiera się na dodatnim saldzie handlowym, choć ostatnie miesiące były wyjątkowo trudne. Dane Eurostatu pokazują, że bez tego odbicia gospodarka mogłaby zwalniać jeszcze szybciej.
Poprawa przyszła w ostatniej chwili, zanim światowe napięcia zaczęły realnie wpływać na rynek. Ironia losu polega na tym, że raport za luty jest już przeszłością, a marzec i kolejne miesiące zapowiadają się jako niezwykle trudny okres ze względu na gwałtowne wzrosty cen ropy i gazu.
Maszyny i pojazdy ratują bilans
Głównym filarem lutowego sukcesu okazał się sektor maszyn i pojazdów – nadwyżka w tej kategorii skoczyła z 1,5 miliarda w styczniu do 10,2 mld euro. To klasyczny scenariusz dla strefy euro: eksport samochodów i urządzeń przemysłowych napędza wynik, podczas gdy inne branże zmagają się z trudnościami. Bez tego wsparcia bilans handlowy mógłby nadal pozostawać pod kreską.
Nie należy jednak ulegać nadmiernemu optymizmowi – może to być zjawisko przejściowe. Obecnie, gdy energia drożeje, nawet te silniki eksportowe mogą zacząć tracić moc, ponieważ koszty produkcji drastycznie rosną.
Energia importowana w 60 procentach
Strefa euro sprowadza około 60% energii z zewnątrz, co czyni ją zależną od światowych cen surowców. Marcowe dane ukażą szok w relacjach cenowych (terms-of-trade shock) – kosztowny import ropy i gazu pogłębi deficyt, podobnie jak miało to miejsce podczas kryzysu energetycznego wywołanego wojną na Ukrainie. Wówczas bilans handlowy przez wiele miesięcy utrzymywał się na minusie.
Analitycy z ForexLive ostrzegają: jeśli wysokie ceny się utrzymają, ucierpi nie tylko sektor energetyczny, ale cała gospodarka. Powtórka z trudnej historii wydaje się niemal nieunikniona.
Chemia wciąż na czele, ale nie na długo
Sektor chemiczny i produkty pokrewne tradycyjnie generują największą nadwyżkę – w lutym wyniosła ona 16,2 mld euro. To fundament gospodarki strefy euro, zazwyczaj odporny na wahania, jednak drastyczne podwyżki cen energii mogą to zmienić. Produkcja chemikaliów jest wysoce energochłonna, więc wzrost kosztów obniży konkurencyjność eksportu.
Efektem wtórnym będzie osłabienie całego przetwórstwa przemysłowego, gdyż fabryki zostaną zmuszone do ograniczania produkcji. Mówiąc z przekąsem, branża chemiczna może stać się kolejną ofiarą energetycznej niestabilności.
Co to oznacza dla gospodarki strefy euro
Pogłębiający się deficyt energetyczny wpłynie negatywnie na PKB, zwłaszcza jeśli ceny ropy i gazu nie spadną w krótkim czasie. Przedstawiciele EBC prawdopodobnie już analizują te zagrożenia, ponieważ wyższe koszty importu oznaczają presję inflacyjną przy jednoczesnym osłabieniu wzrostu gospodarczego. Doświadczenia z okresu wojny na Ukrainie uczą, że miesiące deficytu wymagają lat na odrobienie strat.
Perspektywy? W krótkim terminie sektor maszynowy utrzymuje stabilność, ale w dłuższej mierze to ceny energii będą dyktować warunki. Strefa euro musi pilnie szukać alternatyw, zanim kolejny konflikt geopolityczny trwale osłabi jej pozycję.